Stamtąd, co 9 minut jeżdżą pociągi bezpośrednio na lotnisko Zavente. Koszt biletu 9 euro (ok 38złotych), czas podróży – 20 minut. Bilety można kupić w kasach na dworcu, albo wcześniej poprzez stronę www.belgianrail.be. Podliczając koszty: Cała podróż z większości dużych polskich miast na Dominikanę w dwie strony może W Dominikanie spędziliśmy niezapomniane dwa tygodnie. Naszą podróż rozpoczęliśmy na północnym wybrzeżu by później przenieść się na piękne plaże na południu. Mieliśmy okazję zwiedzić popularne atrakcje ale również te mniej znane. Jeździliśmy guaguą czyli lokalnym transportem publicznym, który zdecydowanie przybliżył nas do życia lokalsów. Zastanawiasz się co Najpiękniejsze plaże na Dominikanie. Plaże na Dominikanie uznawane są jedne z najpiękniejszych na świecie. Nie bez powodu Dominikana stała się synonimem rajskich wczasów! Co warto zobaczyć na Dominikanie? Przede wszystkim przylądek Punta Cana, który zadziwia kurortami, białym piaskiem, malowniczymi palmami oraz ciepłą błękitną Jednak Zatoka Samana – jest niezwykle popularna – zwłaszcza w okresie od grudnia do marca. Wtedy do zatoki wpływają humbaki, łącząc się tam w pary. Niezwykła okazja do zobaczenia tych ogromnych wielorybów na wolności. Co robić na Dominikanie. No i co robić na Dominikanie, w tym raju na ziemi, gdy już się w nim znajdziesz? Jeśli kiedykolwiek będziecie na wakacjach w Macedonii Północnej, to koniecznie przywieźcie stamtąd lokalne wyroby mleczne oraz aromatyczne wędliny. Do wyboru macie m.in.: sirenje – biały ser solankowy; kaszkawał – żółty ser; jogurty naturalne; kajmak – rodzaj kremu nabiałowego; kulen – suszoną, paprykową kiełbasę; Szukaj ofert nieruchomości w La Romana i odkryj nieruchomości na sprzedaż w La Romana. Republika Dominikańska. Nieruchomości na Karaibach. Jeśli myślisz o zakupie domu na Dominikanie, zarówno do zamieszkania, jak i jako inwestycji, nie powinieneś przegapić okazji, aby rozważyć to w La Romana. To małe miasto na wybrzeżu Morza Karaibskiego ma wszystko, czego może potrzebować […] . Najpiękniejsze plaże świata, niesamowity turkus oceanu, zmrożone kolorowe drinki i gorące rytmy w karaibską ciepłą noc – tak, to Dominikana! Ale czy tylko to? Gdy zamknę oczy i myślę o kraju, gdzie spędziłem wiele, wiele miesięcy, widzę potężne humbaki, czerwone rozgwiazdy, szare, niezgrabne pelikany i tęczowe kolibry. Widzę wodospady, soczystozieloną dżunglę i porośnięte nią góry. Przywołuje w myślach kolonialną starówkę Santo Domingo, jedną z najpiękniejszych na Karaibach, gdzie uwielbiam siadać na Plaza Mayor w cieniu olbrzymich figowców i patrzeć, jak miejscowi grają w domino. Widzę plantacje trzciny cukrowej oraz kawy i maleńkie wioski z roześmianymi dzieciakami. Czuję zapach marakui i najlepszego na świecie mango, które co dzień kupowałem na lokalnym bazarku. Słyszę ulicznych grajków i merengue sączące się z małych barów tuż przy plaży. Co warto zobaczyć będąc w Dominikanie? Jak spędzić czas w tym rajskim miejscu? Dominikana – nie tylko plaże Myśląc o Dominikanie pewnie masz przed oczami rajskie plaże. I słusznie! Tutejsze wybrzeże to niemożliwe biały (aż chce się napisać jak śnieg) i miękki jak mąka, delikatny piasek, strzeliste palmy i krystalicznie czysta woda w najpiękniejszych odcieniach błękitu oraz zieleni. Linia brzegowa Dominikany liczy ponad 1600 km, z których same plaże zajmują ponad 400 km. Niesamowite plaże – idealne nie tylko na słodkie lenistwo, ale i długie wieczorne spacery – to nie jedyny z atutów Dominikany. Oprócz plaż czekają tu na Ciebie także wspaniała przyroda, ciekawe zabytki i sympatyczni mieszkańcy. Warto zobaczyć i przeżyć trochę więcej w tym niezwykłym miejscu i posmakować jeszcze więcej raju! Morze, rafa koralowa i rozgwiazdy Warto choć na 1 dzień zamienić słodkie plażowe lenistwo na… rejs katamaranem czy motorówką i snurkowanie. Zobaczysz wspaniałą rafę, kolorowe rybki, a przy odrobinie szczęścia – delfiny. Prawie na pewno będą Ci towarzyszyć charakterystyczne dla regionu ptaki – majestatyczne czarne fregaty. Wyspa Saona to Karaiby jak z pocztówki. Przybijając do jej brzegów zawsze wyobrażałem sobie, że taki widok przywitał Kolumba po długiej podróży w nieznane. Saona to rozgrzany słońcem piasek i niemal zanurzone w oceanie palmy kokosowe. W krystalicznie czystej wodzie można wypatrzyć czerwone rozgwiazdy. Wielbiciele raf koralowych powinni odwiedzić wysepkę Catalina – najlepsze na Dominikanie miejsce do snurkowania. Samana i poszukiwanie wielorybów Jeśli masz ochotę na prawdziwą morską przygodę, koniecznie wybierz się na oglądanie potężnych humbaków! Wieloryby po raz pierwszy zobaczyłem u wybrzeży Dominikany. Nie da się tego opisać słowami! To przeżycie dosłownie zapiera dech w piersiach. Do dziś pamiętam to uczucie… Kiedy widzisz gigantycznego, wynurzającego się z morza wieloryba, czujesz niesamowitą siłę, potęgę przyrody. Nigdy nie zapomnisz widoku stada humbaków – mnie to piękno i moc natury wręcz przytłoczyły. Cały świat na chwilę się zatrzymał… Przez wiele lat marzyłem o tym, by je zobaczyć, jakoś je sobie wyobrażałem, widziałem setki filmów i zdjęć, ale „na żywo” to wrażenie było o wiele większe niż w moich najśmielszych marzeniach. Niemal mistyczne. To jedna z rzeczy na świecie, których koniecznie trzeba doświadczyć! Wieloryby zobaczysz płynąc na półwysep Samana. Najlepszy czas na ich oglądanie to zima, kiedy przypływają tu z zimnych terenów podbiegunowych. Poza Karaibami można je zobaczyć na Islandii i w Nowej Zelandii, a więc nie tak łatwo – jeśli więc będziesz na Dominikanie w odpowiednim czasie – absolutnie nie możesz przegapić tego spektaklu! Natura i owoce W ogóle, jeśli kochasz naturę, jesteś we właściwym miejscu. Dominikana leży w strefie klimatu zwrotnikowego, więc zobaczysz tu niesamowite rośliny, olbrzymie kolorowe kwiaty, potężne liście. To idealnie miejsce na off-roadowe albo konne wyprawy. Zanurkuj w zieleni, doświadcz prawdziwej dżungli. Koniecznie spróbuj też owoców – wypieszczonych tropikalnym słońcem ananasów, awokado, bananów i bardzo tu popularnej marakui. Uwielbiam te soczyste uczty! Bazarki z owocami znajdziesz niemal na każdym kroku. Górzysta Dominikana to też spektakularne krajobrazy, jaskinie, klify. Warto wybrać się nad wodospad Salto El Limon – z wysokości ponad 40 metrów woda spada wieloma kaskadami, tworząc naturalny basen. Nie ma nic przyjemniejszego niż kąpiel w upalny dzień w jego przyjemnie chłodnej wodzie. Kawa, rum i cygara Dominikana to też miejsce, gdzie możesz zobaczyć, jak uprawia się kawę i kakao. Warto odwiedzić którąś z wielu lokalnych plantacji, przyjrzeć się całemu procesowi – od nasionka do pachnącego naparu. Rośnie tu też oczywiście trzcina cukrowa. Jej uprawy spotkasz na każdym kroku. A jak już o trzcinie cukrowej mowa – jesteśmy Karaibach, dlatego koniecznie spróbuj miejscowego rumu! Ja polecam ten najsłynniejszy – brugal. Kiedyś pili go tu piraci. W rytmie merengue Nie ma nic lepszego niż sączyć w gorącą karaibską noc, schłodzony rum ze świeżym sokiem z ananasa w klimatycznej knajpce przy karaibskich rytmach tanecznego, pochodzącego właśnie z Dominikany merengue albo płaczliwej, opowiadającej o złamanym sercu, muzyki bachata. Do tego cygaro – te też są produkowane w Dominikanie. Zwiedzając plantację zawsze warto zajrzeć do miejscowej wioski, by zobaczyć, jak żyją mieszkańcy Dominikany. W ich malutkich kolorowych domkach honorowe miejsce zwykle zajmuje… wzmacniacz i olbrzymie kolumny! Oczywiście muzyka gra zawsze na cały regulator. Głównie tradycyjna, tylko młodzież pozwala sobie na trochę „szaleństwa”, słuchając tzw. reggaetonu (to portorykańskie połączenie reggae z hip-hopem). Dominikana jest zakochana w muzyce. W każdej wiosce niemal co wieczór wszyscy chodzą potańczyć do baru. W miasteczkach jest ich wiele – czasem cała ulica. W Dominikanie ciągle słyszy się muzykę, ciągle czuje się rytm, a ludzie sprawiają wrażenie, jakby żyli – tańcząc. To też uwielbiam na Karaibach. Ta atmosfera zaczaruje każdego. Z wizytą u mieszkańców Dominikańczycy są gościnni, otwarci i wiecznie uśmiechnięci. Zwiedziłem prawie całe Karaiby, ale właśnie tu miejscowi są najbardziej przyjaźni, chętni do rozmów i szczerze lubiący turystów. Mieszkańcy Dominikany to mieszanka Indian, sprowadzanych tu Afrykańczyków (ich geny dominują) i Hiszpanów. I tu troszkę historii… Hispaniolę pierwotnie zamieszkiwali Indianie Taino. Przypominają o nich niektóre nazwy na wyspie. Byli zbieraczami, żyli w harmonii z naturą, która hojnie obdarzała ich wszystkim, co potrzebne do życia – jak to w raju… Byli też pokojowo nastawieni do sąsiadów. Kolumb już w swojej pierwszej podróży przybył na Dominikanę, nazywając ją Hispaniolą (małą Hiszpanią) i został jej pierwszym gubernatorem. Co ciekawe, został stąd wywieziony w kajdanach, jako więzień do Hiszpanii, a wiele lat później w pałacu gubernatora urzędował jego syn. Za Kolumbem przybyli Konkwistadorzy, dla których była to baza wypadowa i „centrala” hiszpańskiej ekspansji na całą Amerykę Łacińską. Mieszkał tu zdobywca Meksyku, pogromca Imperium Azteków, Hernando Cortez. W 1697 roku Hiszpanie odstąpili część wyspy Francji. Potem, przez chwilę panowali też Brytyjczycy. W 1821 wyspa odzyskała niepodległość, aby zaraz popaść w zależność do Haiti, z której wyzwolił ją Juan Pablo Duarte, tworząc podwaliny pod dzisiejszą Republikę Dominikany. Na jego cześć nazwano najwyższy szczyt wyspy (3098 m a przy okazji i całych Karaibów. Dominikana przeżyła też zależność od USA i dyktaturę Rafaela Lenidasa Trujillo. Opowiada o tych czasach świetna powieść „Święto kozła” Mario Vargasa LLosy. Na jej podstawie nakręcono też film z Isabelą Rosselini. Od lat 60. to demokratyczny, stabilny i bezpieczny kraj, co w tym regionie jest sporą zaletą. Santo Domingo – „spotkanie” z Kolumbem Więcej o historii opowie stolica Dominikany – Santo Domingo, którą obowiązkowo trzeba odwiedzić. Uwielbiam to miasto, jego niepowtarzalną atmosferę i mieszkańców, brukowane uliczki, kolonialne kamienne rezydencje, przytulne bary i sklepiki znajdujące się w starych hiszpańskich domach. Nieraz, gdy opowiadałem o nim turystom, moje słowa zagłuszał jazgot stada kolorowych papug. Są tu wszechobecne! Starówka Santo Domingo znajduje się na Liście UNESCO. To pierwsze miasto założone przez Kolumba w „Nowym Świecie”. Katedra Santa Maria La Menor, pierwsza katolicka katedra Ameryki, to swoista mieszkanka gotyku i baroku. Ma 14 niezwykłych kaplic, w niektórych z nich znajdują się groby sławnych hiszpańskich konkwistadorów. Przez pewien czas spoczywały tu nawet prochy Kolumba. Można tu też zobaczyć oryginalny pierwszy krzyż, który został wbity w ziemię, aby oznaczyć miejsce budowy świątyni. Jej budulcem jest oczywiście koralowy piaskowiec. Warto zobaczyć też twierdzę Ozama, która wielokrotnie odpierała ataki piratów, Pałac Gubernatora, gdzie rezydował syn Kolumba – Diego i pomnik Krzysztofa Kolumba, skąd widać piękną panoramę miasta, a także majestatyczny Pałac Prezydencki. Jadąc do stolicy, trzeba zatrzymać się przy krasowych jeziorkach Tres Ojos – ich lazurowy kolor zaskoczy każdego! Nic dziwnego, że było to święte miejsce Indian. Higuey Trzeba też wybrać się do miasteczka Higuey, którego największą atrakcją jest niezwykła katedra, zresztą największa w kraju. To taki polski akcent – w 1992 roku miejsce to odwiedził Jan Paweł II, założył tu srebrną koronę Matce Boskiej z Altagracia. Obraz Patronki Dominikany jest jednym z najbardziej czczonych na Karaibach. Leniwie płynie czas w kolonialnej starówce, niezwykle ciekawy jest lokalny bazar. Miło jest w słoneczne południe przy którymś ze sklepów napić się dominikańskiego piwa Presidenta, zmrożonego aż do bólu… Jak zwiedzić Dominikanę? Jeśli chcesz poznać wszystkie najważniejsze atrakcje Dominikany, wybierz się na wycieczkę objazdową Karaibskie inspiracje. Jeśli planujesz wczasy w hotelu, to wycieczki fakultatywne do wszystkich opisanych tu wspaniałych miejsc możesz zarezerwować w Strefie Klienta, zarówno przed wylotem do Dominikany, jak i w trakcie pobytu – w aplikacji mobilnej ITAKA lub u rezydenta. Pełną ofertę wycieczek fakultatywnych w Dominikanie znajdziesz na stronie: Większości turystów, na pierwszy rzut oka, wydaje się, że rynek pamiątkarski Dominikany został zdominowany przez Haiti, gdyż wszędzie uwagę przyciągają szablonowe typowo haitańskie obrazy. W głównej mierze również stamtąd pochodzą mahoniowe figurki i pseudoafrykańskie należy jednak bardzo zrażać się tym faktem ponieważ klasycznych dominikańskich upominków także tu nie brakuje. Przykładem są przede wszystkim produkowane seryjnie lalki lima, pokryte kolorową glazurą figurki kobiet w tradycyjnych kreolskich strojach. Tym z nas, którzy mają bardziej wysublimowany gust, mogą wydawać się one zbyt kiczowate. Wówczas warto jest poszukać replik wyrobów ceramicznych dawnych Indian Taino, w których wyspecjalizowała się grupa artystów Ceramica Taina Hermanos Guillen. Jeśli chcielibyśmy obdarować kogoś biżuterią lub sami jesteśmy jej miłośnikami, z pewnością zainteresują nas przepiękne błękitne turkusy larimar i bursztyny z zatopionymi pradawnymi stworzeniami. Możemy również zaopatrzyć się w wyroby firmy Harrison´s specjalizującej się w tak zwanych pierścionkach merengue z małymi, ruchomymi karuzelami z diamentów i kamieni szlachetnych oraz nietypowych podwójnych pierścionkach, które można odwracać na palcu. Na Dominikanie znajdziemy także ciekawą odzież. Dla rodzimych projektantów eleganckich strojów wzorem jest słynny rodak Oscar de la Renta. Taką modną odzież można kupić w centrach handlowych hoteli all inclusive, a także w Altos de pamiątkami mogą być również płyty kompaktowe z muzyką merengue, znakomity rum oraz szlachetne cygara. Jeśli jesteśmy amatorami rumu to powinniśmy w pierwszej kolejności skosztować żółtozłotego, przypominającego nieco koniak Barcelo Imperial lub autentycznego Brugal. Tajemnica tych gatunków tkwi w tym, że destylowane są one z melasy pochodzącej z dominikańskiej trzciny cukrowej. Fani cygar natomiast znajdą coś dla siebie w klimatyzowanych centrach handlowych, takich jak Plaza Columbus przy Parque Colon w Santo Domingo czy Club del Cigarro w Altos de Chavon. Przedmiotem marzeń koneserów jest przede wszystkim łagodne Boutique Cigar Samana z Tabacalera Don Esteban z Santiago, w okolicach którego rośnie najlepszy tytoń na całej Dominikanie. Dominikana to drugi co do wielkości (po Kubie) kraj na Morzu Karaibskim, ze stolicą w Santa Domingo. Dominikana, zwana królową Karaibów, oferuje turystom rajskie, piaszczyste plaże, krystalicznie czystą wodę i egzotyczną przyrodę. Podpowiadamy, kiedy jechać na Dominikanę, aby uniknąć pory deszczowej, jakie wykonać szczepienia i co warto zobaczyć na miejscu. Dominikana położona jest na wyspie Haiti, w samym sercu Karaibów. To najstarsze państwo obu Ameryk – odkryte w 1492 roku, a więc na samym początku legendarnej wyprawy Krzysztofa Kolumba. Jeśli marzy nam się beztroski wypoczynek na plaży obmywanej krystalicznie czystą wodą, idealnym wyborem będzie właśnie Dominikana. Co warto zobaczyć, gdy znudzi nam się leniuchowanie?Więcej: Dominikana – co warto wiedzieć przed planowaną podróżą? Coraz częściej wybieranym przez Polaków kierunkiem wakacyjnych podróży staje się Dominikana. Kiedy jechać, aby uniknąć rozczarowań? Tak naprawdę każda pora roku jest dobra na odwiedzenie wyspy , a wybór zależy głównie od naszych indywidualnych preferencji. Polscy turyści najchętniej odwiedzają Dominikanę zimą (od stycznia do marca), kiedy średnia temperatura na wyspie wynosi ok. 25℃. Dominikana w maju, czerwca, lipcu i sierpniu to z kolei raj dla osób kochających wysokie temperatury. Pora deszczowa na Dominikanie trwa od maja do grudnia. Nie musimy jednak zbytnio się jej obawiać – opady są co prawda bardzo intensywne, ale za to krótkotrwałe. Polscy turyści podróżujący na Dominikanę nie muszą mieć wizy, na granicy trzeba jednak wykupić kartę turystyczną, która kosztuje około 15 USD. Karta często wliczona jest do ceny biletu lotniczego. Karta turystyczna uprawnia do przebywania na terytorium Dominikany do 30 dni, podróżni pragnący przedłużyć pobyt, muszą uiścić dodatkową opłatę. Czy przed wyjazdem warto wykonać dodatkowe szczepienia? Nie jest to konieczne, jednak w przypadku turystów z Europy zaleca się szczepienia przeciw tężcowi, żółtej febrze, zapaleniu opon mózgowych typu A i C oraz zapaleniu wątroby typu A i B. Czy po przyjeździe będziemy musieli przestawić czas? Dominikana leży w innej strefie czasowej niż Polska, musimy być więc przygotowani na dużą zmianę. Zimą po przyjeździe na Dominikanę cofamy zegarki o 5 godzin, natomiast latem o 6. Walutą obowiązującą na Dominikanie jest peso dominikańskie (DOP), które dzieli się na 100 centavos. Planując urlop na Dominikanie, najlepiej jednak zaopatrzyć się w dolary amerykańskie – jest to najpopularniejsza i najłatwiej wymienialna waluta na wyspie. Atrakcje turystyczne Dominikany – nie tylko Punta Cana Dominikana nie bez powodu nazywana jest królową Karaibów. Każdy znajdzie tu coś dla siebie – góry z głębi lądu są tu bowiem otoczone przez piaszczyste, rajskie plaże. Całokształtu obrazu rajskiej wyspy dopełnia przyroda – na Dominikanie znajdziemy zarówno bujne lasy równikowe, jak i gaje bananowe, sady cytrusowe i plantacje mango. Znajdziemy tu również atrakcje wpisane na listę UNESCO, jak choćby park narodowy Parque Nacional Del Este, czy Santo Domingo – stolicę kryjącą zabytki z epoki kolonialnej. Od tak dużej liczby atrakcji może rozboleć głowa. Od czego zacząć zwiedzanie Dominikany? Dominikana to przede wszystkim piękne, rajskie plaże z delikatnym, żółtym piaskiem. Jedne z najpiękniejszych plaż Dominikany rozciągają się w rejonie Punta Cany – przylądku wyspy najbardziej wysuniętym na wschód. Punta Cana to najczęstszy cel wizyty turystów, ma również bogatą bazę hotelową, warto więc potraktować ją jako punkt wypadowy i zacząć pobyt od kilkudniowego wypoczynku. Kiedy nacieszymy się już pobytem na plaży i karaibskim rumem, czas wyruszyć na zwiedzanie wyspy, atrakcji bowiem tu nie brakuje. Jednym z najpiękniejszych miejsc na Dominikanie jest wyspa Saona znajdująca się na południowo-wschodnim krańcu wyspy. Znajdziemy tam najbardziej rajskie plaże, możemy również pływać z delfinami i nurkować. Dodatkową atrakcją jest sama podróż na wyspę – możemy pokonać ją statkiem, łódką lub katamaranem, płynąc przez lazurowe wody Morza Karaibskiego. Jeśli chcemy lepiej poznać przyrodę Dominikany, warto wybrać się do jednego z wielu parków narodowych . W Parku Narodowym Isla Cabritos możemy zobaczyć słonowodne jezioro Enriquillo, którego woda jest trzykrotnie bardziej słona niż woda morska. Jest to również największe jezioro na Karaibach. Jeśli natomiast marzy nam się wspaniałe zdjęcie spod wodospadu, możemy odwiedzić wodospad Damajagua – nazywany największym sekretem wyspy. Do lat 90. XX wieku miejsce to było praktycznie niedostępne dla zagranicznych turystów. Wśród atrakcji, które oferuje nam Dominikana, nie sposób pominąć stolicy – Santa Domingo. Miasto, wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, kryje w sobie szereg atrakcji związanych z epoką kolonialną. Turyści zainteresowani historią powinni koniecznie zobaczyć starą dzielnicę kolonialną z pierwszym w Nowym Świecie szpitalem, katedrą oraz pierwszym w Ameryce uniwersytetem z początku XVI wieku. W Santo Domingo warto się zgubić, pospacerować w nocy nadmorskim bulwarem i wstąpić do baru na szklaneczkę rumu. Dominikana to stosunkowo bezpieczne miejsce – w stolicy trzeba jednak uważać na kieszonkowców i oszustów oferujących nam wycieczki po Redakcja Dzień Dobry TVN Dominikana od pewnego czasu staje się coraz częściej wybieranym kierunkiem urlopowym. Wiele osób planujących urlop na Dominikanie zastanawia się jakie pieniądze są na Dominikanie. Jaka jest waluta na Dominikanie? Jakie pieniądze zabrać na Dominikanę? Sprawdźmy walutę w Republice wybieracie się na Dominikanę i zastanawiacie się jakie pieniądze są na Dominikanie to odpowiedź jest prosta. Na Dominikanie obowiązuje dominikańskie peso o kodzie ISO DOP. 1 peso dominikańskie dzieli się na 100 centavo. W obiegu pozostają monety o nominałach 1, 5, 10 i 25 pesos, a także banknoty o nominałach 50, 100, 200, 500, 100 i 2000 pesos. Jaki jest kurs dominikańskich pesoes? 1 dominikańskie peso to nieco ponad 7 groszy. Warto jednak pamiętać, że ciężko dostać dominikańskie peso w kantorach w Polsce dlatego też wiele osób zastanawia się jakie pieniądze wziąć na Dominikanę oraz czy da się płacić dolarami na da się. W wielu miejscach turystycznych takich jak restauracje, sklepy czy hotele da się płacić na Dominikanie używając dolarów amerykańskich. Trzeba pamiętać, że płacąc w dolarach dostaniemy zwykle przelicznik gorszy niż w kantorze. Euro również bywa akceptowane w turystycznych miejscówkach ale przed zakupami zawsze lepiej iść wymienić pieniądze po kursie lepszym niż u przypadkowego sprzedawcy. Podsumowanie: jakie pieniądze są na Dominikanie? Waluta Dominikany to peso przeczytać również: Wybierając się w jakąkolwiek podróż do innego kraju, robię zawsze mały rekonesans jakie są lokalne produkty, z jakich potraw słynie dany kraj, do którego planuję podróż, a przede wszystkim czego warto spróbować. Lecąc do Dominikany było podobnie. Przeglądając inne blogi podróżnicze, choć to nie była klasówka, zrobiłam sobie ściągę z najważniejszymi potrawami i knajpkami, czyli co warto zjeść i gdzie. Dzięki temu miałam punkt odniesienia i wiedziałam czego mam szukać w menu, albo o co mam pytać kelnera w restauracji. Jedna z lokalny knajp przy plaży. Podczas mojego zwiedzania Dominikany i częstego przemieszczania się po wyspie, nie w każdym miejscu miałam upatrzone miejscówki żywieniowe. Na niektóre potrawy trafiłam zupełnym przypadkiem, miałam odrobinę farta, łut szczęścia, a czasami zdałam się na intuicję. Dlatego przygotowałam, taką małą ściągawkę, dla tych którzy planują wybrać się na wyspy karaibskie, jak również dla tych, którzy są po prostu ciekawi, co jedzą Dominikańczycy. Lokalny stragan, na którym można kupić obiad na wynos. Kuchnia dominikańska chociaż nie jest za bardzo wyszukana, ma wiele do zaoferowania. Coś na ząb. Pan de coco – czyli ichniejszy chlebek, w formie płaskiego, dużego placka, zrobiony z kokosa. Występuje on w rejonie półwyspu Samana. Ja natknęłam się na niego w okolicach Las Galeras i Playa Rincon. Przejeżdżając drogą, zafascynowało mnie co to takiego. Aby zaspokoić moją ciekawość, po prostu zatrzymałam się przy lokalnej budce, w której były sprzedawane. Pan de coco występuje w wersji słodkiej i słonej. Ja zdecydowałam się na wersję słodką. Smakiem przypominał mi piernik. Miałam okazję spróbować ich od dwóch różnych lokalnych sprzedawców. I nie na darmo mówią, że niby rosół to rosół, ale każdy go robi nieco inaczej. Tak samo było w tym przypadku. Jeżeli będziecie w tamtym rejonie koniecznie musicie go spróbować. Kosztuje zaledwie 100 peso, a obdzielą się nim trzy osoby, no chyba że jesteście dużymi łasuchami. Empanadas – to nic innego jak duże, nadziewane pierożki smażone na głębokim tłuszczu. Najpopularniejszym nadzieniem jest kurczak i ser, sam ser albo szynka i ser. Chociaż wszystko zależy od pomysłowości sprzedawcy. Najlepsze jakie jadłam były w Las Terrenas, w lokalnej budce, która nazywała się Empanadas La Doña, ale spotkacie je dosłownie wszędzie. Tostones – czyli frytki z plantana, zwanego też platanem. Według mnie kolejna rzecz której warto spróbować będąc w Dominikanie. Są one przygotowywane z zielonych plantanów, które w pierwszej kolejności się obsmaża, potem rozbija tłuczkiem i ponownie smaży. Ichniejsza wersja frytek, podawana jako dodatek zamiast ryżu czy ziemniaków. Yuca Frita – kolejny zamiennik tradycyjnych frytek ziemniaczanych. Tym razem po prostu frytki zrobione z juki, albo manioku jak kto woli. Jadłam je w Saona Cafe w Bayahibe i były wyborne. Moro – to nic innego jak ryż z drobną fasolką i warzywami. Może być podawany jako oddzielne danie albo serwowany zamiennie zamiast białego ryżu do obiadu. Po raz pierwszy miałam okazję spróbować go w Las Galeras w lokalnym Comedor Yobani Sazon. Dla wygłodniałych. Mofongo – purée z plantanów, podawane najczęściej z sosem, owocami morza albo kurczakiem. Jak dla mnie trochę bezpłciowe danie. Jednak dobry sos i dodatki nadrabiały za całość. Bandera Dominicana – bandera znaczy flaga. Więc nie trudno się domyśleć, że chodzi o flagowe danie kuchni dominikańskiej. Byłam przekonana, że będzie to coś wyjątkowego. Jak się okazało było to nic innego, jak typowe danie kuchni dominikańskiej, czyli ryż kurczak i fasolka. Plato del dia – czyli danie dnia. Standardowy zestaw to biały ryż lub moro, do tego kurczak, wieprzowina lub ryba i fasolka w lekkim sosie, trochę przypominająca mi w smaku fasolkę po bretońsku. Na dodatek odrobina sałaty. Danie dnia zazwyczaj kosztowało około 200-250 peso, a porcje serwowane były gigantyczne, więc spokojnie jedna wystarczy na dwie osoby. Plato del dia z rybą i frytkami. Obok yuca frita. Był to standardowy posiłek Dominikańczyka w porze lunchu. Co ciekawe często w małych, przydrożnych wioskach zazwyczaj jedna z kobiet gotowała obiad, a cała reszta się tam stołowała lub brała danie na wynos. Wskazówka: Jeżeli marzy wam się coś innego na obiad, to trzeba się wybrać do restauracji, gdyż u lokalsów niczego innego nie uświadczymy, ponieważ bardziej wyszukane potrawy są przygotowywane dopiero wieczorem w porze kolacji. Także lunch w kuchni dominikańskiej nie jest za bardzo wyszukany. Obiad w przydrożnym barze. Jedno z miejsc w których się stołowałam – D’Mariolis Snack przy Long Beach w Puerto Plata. Połowa porcji. Istotną kwestią jest też to, że pomimo iż w restauracjach często jest bardzo różnorodna karta dań, to połowy z nich może nie być. Dlaczego? Bo to nie sezon, albo nie ta pora dnia. Przykładem była langusta, na którą mieliśmy ogromną ochotę. Niestety był marzec, a w tym okresie już nie łowią langust. Pomimo tej małej niedogodności, nie omieszkałam spróbować innych ryb. Bar Brassa Del Mar przy Playa Rincon. Ach ten Lucjan. W tym okresie (końcówka lutego – marzec) królował Chillo – czyli Lucjan. Najsmaczniejsza ryba jaką jadłam. Najlepsza była serwowana przy Playa Rincon (Las Galeras) w Barze Brassa Del Mar, gdzie mieli świeżo złowione ryby i wrzucali je prosto na grill. Lucek nie należy do najtańszych ryb. Kosztował on 800 peso, ale za każdym razem było warto wydać na niego pieniądze. Pozostałe miejscówki, gdzie miałam okazję spotkać się z Lucjanem to Punto Mariscos w Puerto Plata i Saona Cafe w Bayahibe. Punto Mariscos. Chillo z tostones. Chillo z typową sałatką. Sancocho – czyli nic innego jak gulasz, do którego Dominikańczycy wrzucają dosłownie wszystko co im się na winie pod rękę. Duże kawałki kolby kukurydzy, mięso, fasolka. Dosłownie wszystko. Bolla de yuca (bollitos de yuca) – coś jak pyzy, tyle tylko że zrobione z juki (manioku) i nadziewane serem albo innym farszem. Najpierw maniok jest obgotowywany, następnie robione jest z niego purée, dodawana jest cebula i inne przyprawy, później formowane są kulki i smażone na głębokim tłuszczu. Serwowane z deepem. Miałam okazję spróbować ich w Casa 40 w Puerto Plata. Palce lizać. Coś dla ochłody. Oczywiście w karcie dań nie mogło zabraknąć drinków zarówno tych alkoholowych jak i bez procentów. Pierwszym z nich był kokos, a dokładniej woda kokosowa pita wprost z kokosa. Zdecydowanie bardziej gasiła moje pragnienie niż woda. Wskazówka: Zwracajcie uwagę na to żeby kokos był zielony. Bo im bardziej brązowy tym mniej wody w kokosie i bardziej może być sfermentowana. Koszt $1 czyli 50 peso. Coco loco – czyli nic innego jak mleczko kokosowe wymieszane z rumem. Santo libre – odmiana cuba libre, tylko zamiast coca-coli, to rumu dodawany był sprite. Jugo naturales – żeby nie zmyliła was nazwa. Soki naturalne to nie do końca skoki naturalne. W większości miejsc to po prostu zwykły sok z kartonu. A przynajmniej tak smakował. Chociaż trafiłam na kilka miejsc, gdzie faktycznie były przygotowywane ze świeżych owoców. Tak jak w przypadku karty dań w restauracji, tutaj również najlepiej zapytać obsługę z jakich owoców mają soki. Pomimo bogatej oferty, zazwyczaj mają tylko kilka. Najczęściej do wyboru była pomarańcza, mango, ananas i marakuja. Co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt że oni te soki dosładzają. Raz spróbowałam sok z marakuji w wersji bez cukru i wiedziałam już, czemu dorzucają cukier do napoju. Największym odkryciem był dla mnie sok z tamaryndowca. Był bardzo orzeźwiający jak lemoniada, ale słodszy. Presidente – ichniejsze piwo narodowe typu pilsner. Ponieważ znawcą piw nie jestem, dla mnie piwo jak piwo. Podaruj mi trochę słońca. No i oczywiście towarzyszące mi na każdym kroku owoce i warzywa. Pomimo iż jestem wielką fanką owoców, to moim numerem jeden było Avocado. Po spróbowaniu go w Dominikanie, to które sprzedają w Polsce może się schować. Nie dość, że w Dominikanie mają trzy razy większe, to są smaczniejsze i w pełni dojrzałe. Rozpływają się dosłownie jak masło. Są przepyszne, a skórka sama odchodzi. Ananasy, prawie wręcz pomarańczowe z zewnątrz, soczyste i czuć w nich słońce. Papaja, melon, mango czy arbuz to kolejne pozycje, które warto skosztować. Do tego smaczniejsze, bardziej dojrzałe i tańsze niż w Polsce, no może poza arbuzem. Poza typowymi pozycjami, znalazłam też kilka owoców, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Będąc w markecie postanowiłam je kupić i spróbować jak smakują. W końcu nie wiadomo kiedy kolejny raz nadarzy się taka okazja. Egoztyka. Graviola – kolczaste, zielone owoce w kształcie serca, które mają kremową konsystencję i intensywny smak. Trudno porównać go do innych owoców, po prostu tak smakują tropiki. Do tego też posiadają dużo właściwości zdrowotnych. Co ciekawe nawet są robione jogurty o smaku gravioli. Marakuja – pierwszy raz miałam okazję ją zjeść w postaci czystego owocu, a nie w przetworach czy jogurtach. Nie należy do najsłodszych owoców, jest lekko kwaskowata, ale za to bardzo ożywcza. Granadillo – wygląda jak gigantyczna marakuja. Tak też smakuje. Ale wpuścić chłopa do biura to atrament wypije. Tak i ja. Widząc coś nowego w sklepie, nie mogłam tego nie skosztować. Kierując się dotychczasowym doświadczeniem w sprawdzaniu czy owoce są dojrzałe, zakupiłam jedną sztukę. Ponieważ w środku wyglądało podobnie jak papaja, więc usunęłam pestki żeby zjeść resztę. Ale coś było nie tak ze smakiem. Poprosiłam wujka google o pomoc. Okazało się, że kupiłam jeszcze niedojrzały owoc. Aby był w pełni dojrzały, musi mieć prawie fioletową skórkę, a nie jedynie być miękkie i lekko pomarańczowe. Jak doczytałam później, to właśnie tak jak w przypadku marakuji, je się przede wszystkim pestki, które ja skrzętnie usunęłam. Zapote – kolejny owoc, który warto spróbować. Smakuje jak połączenie banana, dyni i avocado. Przy wyborze należy sprawdzić czy jest miękki w dotyku, a po rozkrojeniu powinien mieć soczyście pomarańczową barwę. Ten okaz był jeszcze niedojrzały. Plantany – najprościej ujmując inna odmiana banana. Nie mając pełnej wiedzy na ich temat, kupiłam je jeszcze zielone. Myślałam, że tak powinno być, ale okazało się że były niezjadliwe i smakowały jak papier. Zostawiłam je z nadzieją, że może z czasem dojrzeją. Po kilku dniach zrobiły się żółte i były o niebo lepsze od tradycyjnego banana. Zaś z zielonych, jeszcze niedojrzałych są właśnie robione tostones. Pomarańcze – gdziekolwiek je widziałam, były mało zachęcające żeby je kupić. Wyglądały jakby ktoś na nich usiadł i były już przejrzałe. Podczas zakupów na bazarkach, na lokalnym straganie zapytałam sprzedawcę, czy nadają się one do jedzenia. Dowiedziałam się, że są one używane jedynie do robienia soków. Wskazówka: Robiąc zakupy na lokalnych straganach, sprzedawca podpowie i wybierze wam owoce i warzywa, które na pewno są dojrzałe i nadają się od razu do jedzenia. Tym samym unikniecie wpadek jak ja. Dla odmiany. A gdy znudziła mi się kuchnia Dominikańska i potrzebowałam odskoczni zaglądałam też do innych lokali z kuchnią meksykańską, włoską czy indyjską. Poniżej kilka z nich do których warto zajrzeć, jeżeli będziecie podróżować i zwiedzać Dominikanę. Frida w Dominicus – kuchnia meksykańska. Niezwykle szeroki wybór dań, w których oczywiście nie mogło zabraknąć avocado. Do tego nachosy z sosami na przystawkę. Istna eksplozja smaków. Zdjęcia zresztą mówią same za siebie. Kolejnym miejscem, gdzie przyszło mi skosztować popisów kulinarnych była La Bodeguita w Las Galeras, polecana przez Udo (właściciela mieszkania, u które się zatrzymałam) – kuchnia bardziej śródziemnomorska. To tutaj chcieliśmy spróbować langusty, ale zamiast tego skosztowaliśmy paellę. Wieczorami tłumnie oblegana przez turystów, więc warto wybrać się z odpowiednim zapasem czasu. Playa Barco Bar w Bayahibe – tutaj skusiliśmy się na makaron dla odmiany. Jak zawsze zapomnieliśmy, że serwowane porcje są ogromne. A dla umilenia czasu, mogliśmy posłuchać lokalnych „mariachi”. Pranama w Bavaro – kuchnia indyjska. Jak zawsze była niezawodna. Indyjskie smaki, jak stanęły na wysokości zadania. Nie na darmo powstało powiedzenie, że przez żołądek do serca. Lokalna kuchnia i potrawy, są nieodłącznym element każdej podróży, który nadaje jej pikanterii, niezapomnianych doznać dla kubków smakowych i sprawia, że w pełni można poznać dany kraj. Rozkoszując się wachlarzem smaków, pozostał mi do zakochania tylko jeden krok.

co kupić na dominikanie